Miałem wczoraj
wielką przyjemność uczestniczyć w jedynym w swoim rodzaju spotkaniu, na którym
dorośli ludzie (wcale nie świeżo po osiemnastce, ja byłem tam najmłodszy) z
dziką radością oglądali Akademię
Pana Kleksa (produkcja
polsko-radziecka, 1986r.), którą od tego czasu uważam za jeden z najbardziej
"schizowych" filmów (nie wspominając o dość jednoznacznych konotacjach, jakie niektóre ze scen budziły...).
Przypomniało mi się od razu jak bardzo bałem się kiedyś np. sceny z wilkami. Dramat. Ale wczoraj nie było strasznie - jedliśmy pyszne gofry ze
śmietaną i truskawkami, przyklejaliśmy sobie sztuczne piegi, robiliśmy
(sztuczne) tatuaże. Krótko mówiąc było bardzo wesoło, bez męczących mnie zwykle
na imprezach rozmów o polityce, sporcie (o zgrozo), ikapowego wymądrzania czy
gimnazjalnej presji na picie wódki. Największą furorę zrobił oczywiście
ten moment:
A poza tym zabawna
ciekawostka - jakieś dwa tygodnie temu, kiedy wracałem z zajęć do domu, przy
pomniku Mickiewicza minąłem się z dwoma niemieckojęzycznymi turystami, z
których jeden, wskazując na naszego ukochanego wieszcza (którego poezja wzrusza
nas jeszcze bardziej niż poezje innego naszego ukochanego wieszcza) powiedział: polnischen Goethe!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz