Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
piątek, 18 września 2015
pierwsza recenzja mojej książki!
http://mitologiawspolczesna.pl/w-co-wierza-ateisci-mikolaj-starzynski-nowy-ateizm-analiza-krytyczna/
piątek, 21 sierpnia 2015
czwartek, 11 kwietnia 2013
Mitologia współczesna
Rozmowa Cezarego Łasiczki z dr. Marcinem Napiórkowskim, autorem książki Mitologia współczesna: http://bi.gazeta.pl/im/5/13710/m13710325.mp3
piątek, 5 kwietnia 2013
Biblioteka Kultury Współczesnej
W serii „Biblioteka Kultury Współczesnej” publikujemy tłumaczenia najważniejszych współczesnych prac z dziedziny kulturoznawstwa, które do tej pory nie były dostępne w języku polskim. W 2011 roku otworzyła ją książka Davida Morleya, profesora Wydziału Mediów i Komunikacji w Goldsmiths College w Londynie, zatytułowana Przestrzenie domu. Media, mobilność i tożsamość, ukazująca, jak współczesne procesy społeczno-kulturowe (m.in. migracje oraz nowe technologie komunikacyjne) destabilizują tradycyjną ideę domu i narodu. Książka Wędrujące pojecia w naukach humanistycznych Mieke Bal, będąca pierwszym wydanym w całości po polsku dziełem tej autorki, stanowi drugi tom serii. Ponadto, jako trzeci tom serii ukazała się wydana przez NCK wspólnie z Wydawnictwem Uniwersytetu Warszawskiego publikacja Emocje w kulturze. Jako kontynuację cyklu planujemy polskie tłumaczenie książki What do pictures want? The lives and loves of images W.J.T. Mitchella, teoretyka mediów i kultury wizualnej związanego z University of Chicago.
! ! ! ! ! !
wtorek, 19 marca 2013
beemka ze Stalowej
wiem, że to nie syrenka, ale jakoś mi się skojarzyło...
Roch Sulima, Antropologia codzienności, WUJ, Kraków 2000, s. 40.
wtorek, 5 marca 2013
WIDOK. Teorie i praktyki kultury wizualnej
Ukazał się pierwszy numer pisma naukowego "WIDOK", poświęconego kulturze wizualnej!
spójrz TU i kliknij, żeby ów WIDOK obejrzeć
czwartek, 14 lutego 2013
WIZJONERZY
Kolejny projekt mgr Pajączkowskiej
http://wizjonerzy.e.org.pl/start
bardzo polecam wszystkim zainteresowanym kulturą wizualną i/lub edukacją
a w tle kilka moich zdjęć
a w tle kilka moich zdjęć
wtorek, 15 stycznia 2013
poniedziałek, 14 stycznia 2013
HIPERRĘKOPIS
Gdyby Jan Potocki żył w XX/XXI wieku - tak by napisał Rękopis znaleziony w Saragossie. Tymczasem wyrazy szacunku dla Ha!artu i twórców hipertekstu!
piątek, 16 listopada 2012
Antropologia kultury wizualnej. Zagadnienia i wybór tekstów
Autorzy starają się uwypuklić problemy związane z postrzeganiem przez
człowieka dynamicznej przestrzeni relacji między obrazem a rzeczywistością.
Przewodnim celem, jaki sobie stawiają, jest porządkowanie myślenia o tym, jak
człowiek uczy się widzieć i organizuje swoje wyobrażenie świata ze względu na
widzenie.
Podręcznik adresowany jest do
studentów i wykładowców akademickich kulturoznawstwa, a także historii sztuki,
teatrologii, socjologii, psychologii oraz innych kierunków humanistycznych.
Publikacja będzie też z pewnością niezwykle cenna dla wszystkich czytelników,
których interesują zagadnienia kultury wizualnej oraz jej powiązania z polityką
i zmieniającą się obyczajowością.
Redakcja naukowa: Iwona Kurz, Paulina Kwiatkowska, Łukasz Zaremba. Wstęp: Iwona Kurz
czwartek, 25 października 2012
Antropologia twórczości słownej
wtorek, 9 października 2012
sobota, 29 września 2012
o biegaczach i inauguracji roku
Na
Stalowej niewiele się dzieje, może prócz tego, że jacyś panowie wymieniają
latarnie na nowe, bynajmniej nie ładniejsze – pasowałyby pewnie do autostrady,
ale tu… niekoniecznie.
Nadal
– choć muszę przyznać, że ostatnimi czasy mój zapał nieco osłabł – biegam
(głównie szykując się do „biegnij warszawo”; to już za tydzień!) i raz już
udało mi się przebiec odcinek, który nazwać by można ćwierćmaratonem… A propos biegania – zauważyłem, że
biegacze dzielą się na kilka
kategorii. Po pierwsze sprawa sprzętu. Jakieś dwa miesiące temu widziałem biegacza,
który od pasa w górę obładowany był urządzeniami do pomiarów, kilkoma
buteleczkami, sakwami etc. Takich nazywam „cyborgami”. Po przeciwległej stronie
tej skali są (w mojej, wymyślonej ad hoc
nomenklaturze) „nudyści” (nie, to nie znaczy, że biegają nago) – czyli ludzie,
którzy do biegu nie potrzebują niczego poza własnymi nogami (buty nie są dla
nich koniecznością). Sam sytuuję się w złotym środku.
Są
też – zresztą podobnie jak wśród dowolnej grupy ludzi – trzy podstawowe
nastawienia do innych (biegaczy mijanych po drodze). Toczą się tu prawdziwe
gry. Zaczynając od najgorszych – ci patrzą z pogardą lub spode łba, marszcząc
groźnie brwi. Tak patrzą na siebie zazwyczaj samce homo sapiens, nie wiem jak rzecz wygląda między samicami.
Mijanie się z płcią przeciwną jest zawsze przyjemniejsze, z wielu zresztą
powodów. Pozostając jednak przy mojej, wymyślanej z nudów, klasyfikacji – na środku
drugiej skali znajduje się chłodna obojętność. Mijamy się zatem nie patrząc na
siebie, wzrok wbity w ziemię lub w przeciwną stronę niż osoba naprzeciwko. No i
wreszcie najmilszy typ. Ostatnio truchtałem sobie, nieco znudzony, mostem
śląsko-dąbrowskim, a po drugiej stronie, w przeciwnym kierunku, biegła jakaś para.
Kiedy znaleźliśmy się na mniej więcej tej samej wysokości, dziewczyna, szeroko się uśmiechając, pomachała do mnie. Dużą dawkę endorfiny zafundowała mi tym
gestem, szalenie to było sympatyczne. Odmachałem, śmiejąc się (niemal) na głos.
Trochę to właściwie głupkowate.
Poza
tym byłem wczoraj (w piątek) na inauguracji roku w IKP. Nie wiem czy nie
pierwszy raz… Na pewno za to ostatni, co niezmiernie mnie smuci i to wcale nie
tylko dlatego, że w moim życiu (finansowym) przestanie funkcjonować kategoria „ulgowy”
(o losie, jak szeroko można to rozumieć!). Na rozpoczęciu zobaczyłem twarze
tylu wykładowców, z którymi przez ubiegłe lata zdążyłem naprawdę jakoś się zżyć
(choć to oczywiście jednostronne uczucie…), których tak bardzo lubię (nawet
jeśli część z nich nie pamięta mojego nazwiska) i szanuję. To jest jednak
niesamowite w tym instytucie, ta atmosfera. Chociaż niektórzy usilnie jej do
siebie nie dopuszczają, ale to już ich problem. Kiedy rozmawiam ze znajomymi z
innych kierunków zawsze uderza mnie to o czym opowiadają – a to, że po raz
trzeci coś zaliczają, bo „pan od statystyki” się na nich uwziął, a to, że nie
mają ani jednego sympatycznego wykładowcy, że zajęcia są dla nich męką,
przedmioty są potwornie nudne i bezsensowne etc. Wszystko to wydaje mi się
mocno abstrakcyjne. Jasne, u nas też bywają nudne zajęcia. Niektórzy (haha) miewają
problemy z zaliczeniami. Ale wszystko to odbywa się w atmosferze… dobrowolności
i porozumienia. Nikt tu nikogo nie zamierza zmuszać, przecież to jest przywilej studiować za
darmo w takim instytucie, z taką kadrą, o takich poglądach na rzeczywistość,
edukację, kulturę...
oto dyrektor i ten pan, który nie pamiętam kim jest, ale jeśli to jakaś ważna funkcja to dobrze, bo zrobił bardzo dobre wrażenie; Iwonę Kurz wyciąłem z tego zdjęcia, bo nie lubi być na zdjęciach, a ja nie lubię jej podpadać :)
Nowy
dyrektor wygłosił podnoszącą na duchu mowę o relacji nauka-rynek pracy, a jakiś
pan w imieniu dziekana (chyba) o tym, jak bardzo zazdrości
studentom pierwszego roku tego kierunku – używając zresztą szeregu argumentów i uświadamiając
zapewne większości zgromadzonych na sali ex-licealistów, w jakim miejscu się
znaleźli. Najbardziej podobał mi się fragment o tym jak przed laty składał
papiery, żeby dostać się na animację kultury – a przyjmowała je „już wtedy
owiana legendą Iwona Kurz, wtedy w stopniu magistra”. Szkoda, że nie rozwinął
tego wątku. Na koniec niejaki Wojciech Michera wygłosił wykład o Odyseuszu jako
figurze teoretycznej – mocno lawirując, ucinając nagle wiele wątków („bo, żeby
przedstawić rzecz po łebkach potrzebowałby na to semestru wykładu”), robiąc performance
z tekstem na swoim t-shircie (z pierwszymi słowami Odysei „w oryginale”). Całość jednak, po złożeniu tych wszystkich
wątków, była ciekawa i prezentująca możliwe podejścia badawcze w humanistyce. Chociaż
czy zrozumiała dla I roku – trudno powiedzieć… Ale mniejsza z tym, skosztowali
tego, co czeka ich przez najbliższe lata.
Matko, co za pean mi tu wychodzi, chyba
naprawdę mi smutno, że jeszcze tylko rok tych studiów przede mną…
czwartek, 13 września 2012
wtorek, 4 września 2012
WIADOMOŚCI LITERACKIE prawie dla wszystkich
Książka Małgorzaty Szpakowskiej to monografia „Wiadomości Literackich", ukazujących się w latach 1924 -1939. Autorka analizuje zawartość kolejnych numerów pisma według klucza tematycznego, uzupełniając swój wywód materiałami z innych źródeł - wspomnień, listów oraz opracowań naukowych. Poruszane są kolejne aspekty istnienia tygodnika, od spraw technicznych, przez sylwetki redaktora i autorów, do zagadnień literackich. Prezentowane są również poglądy redakcji na zagadnienia społeczne i polityczne, których pojawienie się na łamach, mimo iż pierwotnie wykraczające poza program pisma, było podyktowane zmieniającą się sytuacją polityczną.Rozważania Małgorzaty Szpakowskiej mają charakter autorski, czasem na granicy subiektywizmu, i zachwycają ostrością widzenia i erudycją. Jest to szczególnie cenne, gdy mowa o silnym ośrodku intelektualnym i kulturalnym - „Wiadomości" wydają się jednym z najbardziej znaczących głosów w ideowym chaosie międzywojnia. Manifestacyjna niezależność sądów i otwarcie na nowe prądy prowokowały do wielu ataków. Szpakowska pokazuje, jak samozwańczy heretyk na ambonie Słonimski, zaciekły reformator Boy i domniemany anarchista Tuwim odpierają oskarżenia o szarganie narodowych świętości, bezbożność, pornografię i grafomanię. Lektura tej książki uświadamia, że twórcy pisma, nigdy nie dając umrzeć nadziei na nowoczesność, chcieli być i byli reformatorami swojej ojczyzny.
http://www.wab.com.pl/?ECProduct=1423&v=_tw
poniedziałek, 4 czerwca 2012
labirynty PANu
M. miała dziś obronę doktoratu. O 13, w sali 144 Polskiej Akademii
Nauk. Od kilku dni wahałem się czy się na nią wybrać, bo sama myśl o takiej ceremonii powoduje we mnie ściśnięcie gardła. Podobnie stresuję się na przykład kiedy do radia dzwoni jakiś matoł i
prowadzący audycję postawiony jest w trudnej sytuacji – jakoś się z nim wtedy
utożsamiam i bardzo się denerwuję. A przecież w komisji albo, co bardziej
prawdopodobne, na sali (obrony są przecież publiczne) statystycznie na pewno
jakiś bardziej lub mniej matołowaty osobnik zawsze się znajdzie. Niemniej postanowiłem
– wbrew regule, że nie ma półśrodków – pojechać tam i pogratulować M. już po
wszystkim.
W PANie byłem dosłownie
kilka razy… Z sześć czy siedem. Zwykle spotykam się w tamtejszej kawiarni z
promotorem na omawianie projektu magisterki. Do kawiarni umiem trafić, droga
jest prosta – wchodzi się do budynku, mija po prawej księgarnię, wsiada do
windy, naciska guzik z cyferką 3 i jest się na miejscu. Kiedy natomiast idę do
PANu w innej sprawie, w inne miejsce, jak np. dziś, czuję się jak w labiryncie.
Ciekaw jestem czy pracownicy naukowi tej zacnej instytucji przechodzą jakieś
szkolenie z orientacji w terenie, albo czy dostają chociaż jakiś plan budynku…
Znając jednak inną opinię o PANie, mianowicie taką, że nie ma on w ogóle
pieniędzy (co łatwo zauważyć choćby po wyposażeniu wnętrz: stare komputery
[naprawdę stare, sprzed 15 lat], rozpadające się krzesła etc.) jest to mało
prawdopodobne. Ale dość tych bredni, wracam do opowieści: po jakichś 15-20
minutach błądzenia dotarłem na trzecie piętro, do kawiarni, mając nadzieję, że
a nuż zobaczę tam jakąś znajomą twarz, która podpowie mi którędy iść. Nic z
tego.
Wsiadłem więc zrezygnowany do windy gotów zacząć poszukiwania od nowa,
kiedy nagle „dosiadła” się jakaś pani w pomarańczowym żakieciku (nie jestem
pewien co to żakiecik, ale zakładam, że to właśnie to). Spytałem czy wie gdzie
jest sala 144. Odpowiedziała, że wie i mnie tam zaprowadzi. Weszliśmy w jeden
korytarz, drugi, trzeci… Po drodze powiedziała z sarkazmem, że „Imię Róży to chce się czytać, a zrozumieć
bardzo logiczny rozkład tego budynku to już nie bardzo!”. Sądzę, że przy całej swej skomplikowanej złożoności arcydzieło Eco jest w porównaniu do labiryntów PANu dziecinnie proste. Tak czy siak dotarliśmy w końcu pod salę 144
imienia Adama Mickiewicza.
Podsłuchiwałem pod drzwiami jakieś 15 minut, po czym
obrona dobiegła końca i wszyscy, prócz komisji, która musiała naradzić się nad „werdyktem”,
na chwilę wyszli z sali. Rozmowy, gratulacje, nerwy. Drzwi otwierają się
ponownie, wszyscy – tym razem i ja – wchodzą do środka. Komisja jednogłośnie
przyznaje tytuł doktorski a pracę poleci do publikacji. Owacje na stojąco – dla
M. i dla promotora, prof. Głowińskiego, który zabiera głos i mówi, że „sytuacja
egzystencjalna promotora jest dobra wtedy, kiedy ma mało do roboty, a tak było
w tym przypadku”.
Wszystko się zatem udało: M. się obroniła, ja uniknąłem stresu
(chociaż nie do końca, moment oficjalnych gratulacji od komisji był
trudny!) a cała przygoda skończyła się… w kawiarni na trzecim piętrze, na
pysznym poczęstunku.
wtorek, 29 maja 2012
Bauman: Bezrobocie młodych - prekariat wita pokolenie Y
"W artykule Nathalie Brafman Génération Y: du concept marketing à la réalité, opublikowanym na łamach „Le Monde” 19 maja, tzw. pokolenie Y zostaje określone jako „bardziej indywidualistyczne i mniej posłuszne wobec przełożonych, ale przede wszystkim bardziej niepewne swej sytuacji”, jeśli porównać je z poprzedzającymi je pokoleniami baby boomers czy pokoleniem X".
więcej:
niedziela, 27 maja 2012
Susan Sontag, Przeciw interpretacji i inne eseje

Po raz pierwszy po polsku zbiór głośnych esejów amerykańskiej intelektualistki. Opublikowany w 1966 roku, szybko stał się pozycją klasyczną i wywarł wielki wpływ na myślenie o współczesnej sztuce i kulturze. Sontag w oryginalny, a niekiedy i prowokacyjny jak na tamte czasy sposób pisze m.in. o twórczości Sartre’a, Ionesco i Lévi-Strausse’a, analizuje filmy Godarda i Bressona, podejmuje temat wyobrażenia katastrofy w filmach science fiction czy też zagadnienia współczesnej myśli religijnej. W tomie znalazły się najbardziej znane teksty Sontag – esej tytułowy oraz Zapiski o kampie, dowodzące jej niezwykłej wrażliwości na nowe zjawiska w kulturze.
Jak zaznacza we wstępie sama autorka, wartością tych tekstów jest nie tyle krytyka poszczególnych dzieł, co istotność poruszanych problemów. Sontag pisze przenikliwie i z żarem, dając dowód na to, że – cytując zakończenie tytułowego eseju – „nie potrzebujemy hermeneutyki, ale erotyki sztuki”.
środa, 23 maja 2012
Co dalej z Paktem dla kultury?
"Mija rok od podpisania "Paktu dla kultury", w którym władza publiczna zobowiązała się do realizacji postulatów dotyczących finansowania i organizowania życia kulturalnego. Ile z jego postanowień udało się zrealizować? Na co jeszcze poczekamy? - Rozmowa z prof. Andrzejem Mencwelem".
Więcej... http://wyborcza.pl/1,75248,11777949,Mencwel__Wszyscy_jestesmy_Medyceuszami.html#ixzz1vhpjTfCb
czwartek, 17 maja 2012
Stalowa zaraz po wojnie w relacji mówionej
klikamy na "przeszukaj zbiory"
wpisujemy nazwisko Drachnal
klikamy na "posłuchaj"
i wybieramy fragment 3
dziękuję Ani J. za cynk!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










