Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 kwietnia 2013

piątek, 5 kwietnia 2013

Biblioteka Kultury Współczesnej

W serii „Biblioteka Kultury Współczesnej” publikujemy tłumaczenia najważniejszych współczesnych prac z dziedziny kulturoznawstwa, które do tej pory nie były dostępne w języku polskim. W 2011 roku otworzyła ją książka Davida Morleya, profesora Wydziału Mediów i Komunikacji w Goldsmiths College w Londynie, zatytułowana Przestrzenie domu. Media, mobilność i tożsamość, ukazująca, jak współczesne procesy społeczno-kulturowe (m.in. migracje oraz nowe technologie komunikacyjne) destabilizują tradycyjną ideę domu i narodu. Książka Wędrujące pojecia w naukach humanistycznych Mieke Bal, będąca pierwszym wydanym w całości po polsku dziełem tej autorki, stanowi drugi tom serii. Ponadto, jako trzeci tom serii ukazała się wydana przez NCK wspólnie z Wydawnictwem Uniwersytetu Warszawskiego publikacja Emocje w kulturze. Jako kontynuację cyklu planujemy polskie tłumaczenie książki What do pictures want? The lives and loves of images W.J.T. Mitchella, teoretyka mediów i kultury wizualnej związanego z University of Chicago.


!    !    !    !   !   !   

wtorek, 19 marca 2013

beemka ze Stalowej


wiem, że to nie syrenka, ale jakoś mi się skojarzyło...
Roch Sulima, Antropologia codzienności, WUJ, Kraków 2000, s. 40.

wtorek, 5 marca 2013

WIDOK. Teorie i praktyki kultury wizualnej


Ukazał się pierwszy numer pisma naukowego "WIDOK", poświęconego kulturze wizualnej!

spójrz TU i kliknij, żeby ów WIDOK obejrzeć

czwartek, 14 lutego 2013

WIZJONERZY

Kolejny projekt mgr Pajączkowskiej
http://wizjonerzy.e.org.pl/start
bardzo polecam wszystkim zainteresowanym kulturą wizualną i/lub edukacją

a w tle kilka moich zdjęć

poniedziałek, 14 stycznia 2013

piątek, 16 listopada 2012

Antropologia kultury wizualnej. Zagadnienia i wybór tekstów

Antropologia kultury  wizualnej. Zagadnienia i wybór tekstów
Autorzy starają się uwypuklić problemy związane z postrzeganiem przez człowieka dynamicznej przestrzeni relacji między obrazem a rzeczywistością. Przewodnim celem, jaki sobie stawiają, jest porządkowanie myślenia o tym, jak człowiek uczy się widzieć i organizuje swoje wyobrażenie świata ze względu na widzenie. 
Podręcznik adresowany jest do studentów i wykładowców akademickich kulturoznawstwa, a także historii sztuki, teatrologii, socjologii, psychologii oraz innych kierunków humanistycznych. Publikacja będzie też z pewnością niezwykle cenna dla wszystkich czytelników, których interesują zagadnienia kultury wizualnej oraz jej powiązania z polityką i zmieniającą się obyczajowością.



Redakcja naukowa: Iwona Kurz, Paulina Kwiatkowska, Łukasz Zaremba. Wstęp: Iwona Kurz

czwartek, 25 października 2012

Antropologia twórczości słownej

Antropologia twórczości słownej
Redakcja naukowa i wstęp Agnieszka Karpowicz


Antropologia twórczości słownej
Publikacja jest efektem zakrojonego na szeroką skalę projektu badawczego Twórczość słowna w perspektywie antropologicznej, którego celem było stworzenie leksykonu gatunków z zakresu antropologii twórczości słownej, wynika zatem z doświadczeń opartych na długoletniej praktyce dydaktycznej oraz na wielu dyskusjach merytorycznych w rozmaitych zespołach naukowych. Twórcy podręcznika postawili sobie za cel medialne ujęcie twórczości słownej oraz refleksję nad generowaną przez słowo rzeczywistością kulturową. 
Podręcznik adresowany do studentów i wykładowców akademickich kulturoznawstwa, dziennikarstwa i komunikacji społecznej, historii sztuki, filologii polskiej i filozofii bez wątpienia zajmie ważne miejsce wśród pozycji poświęconych akademickiej edukacji humanistów.

sobota, 29 września 2012

o biegaczach i inauguracji roku


Na Stalowej niewiele się dzieje, może prócz tego, że jacyś panowie wymieniają latarnie na nowe, bynajmniej nie ładniejsze – pasowałyby pewnie do autostrady, ale tu… niekoniecznie.

       Nadal – choć muszę przyznać, że ostatnimi czasy mój zapał nieco osłabł – biegam (głównie szykując się do „biegnij warszawo”; to już za tydzień!) i raz już udało mi się przebiec odcinek, który nazwać by można ćwierćmaratonem… A propos biegania – zauważyłem, że biegacze dzielą się na kilka kategorii. Po pierwsze sprawa sprzętu. Jakieś dwa miesiące temu widziałem biegacza, który od pasa w górę obładowany był urządzeniami do pomiarów, kilkoma buteleczkami, sakwami etc. Takich nazywam „cyborgami”. Po przeciwległej stronie tej skali są (w mojej, wymyślonej ad hoc nomenklaturze) „nudyści” (nie, to nie znaczy, że biegają nago) – czyli ludzie, którzy do biegu nie potrzebują niczego poza własnymi nogami (buty nie są dla nich koniecznością). Sam sytuuję się w złotym środku.


Są też – zresztą podobnie jak wśród dowolnej grupy ludzi – trzy podstawowe nastawienia do innych (biegaczy mijanych po drodze). Toczą się tu prawdziwe gry. Zaczynając od najgorszych – ci patrzą z pogardą lub spode łba, marszcząc groźnie brwi. Tak patrzą na siebie zazwyczaj samce homo sapiens, nie wiem jak rzecz wygląda między samicami. Mijanie się z płcią przeciwną jest zawsze przyjemniejsze, z wielu zresztą powodów. Pozostając jednak przy mojej, wymyślanej z nudów, klasyfikacji – na środku drugiej skali znajduje się chłodna obojętność. Mijamy się zatem nie patrząc na siebie, wzrok wbity w ziemię lub w przeciwną stronę niż osoba naprzeciwko. No i wreszcie najmilszy typ. Ostatnio truchtałem sobie, nieco znudzony, mostem śląsko-dąbrowskim, a po drugiej stronie, w przeciwnym kierunku, biegła jakaś para. Kiedy znaleźliśmy się na mniej więcej tej samej wysokości, dziewczyna, szeroko się uśmiechając, pomachała do mnie. Dużą dawkę endorfiny zafundowała mi tym gestem, szalenie to było sympatyczne. Odmachałem, śmiejąc się (niemal) na głos. Trochę to właściwie głupkowate.

Poza tym byłem wczoraj (w piątek) na inauguracji roku w IKP. Nie wiem czy nie pierwszy raz… Na pewno za to ostatni, co niezmiernie mnie smuci i to wcale nie tylko dlatego, że w moim życiu (finansowym) przestanie funkcjonować kategoria „ulgowy” (o losie, jak szeroko można to rozumieć!). Na rozpoczęciu zobaczyłem twarze tylu wykładowców, z którymi przez ubiegłe lata zdążyłem naprawdę jakoś się zżyć (choć to oczywiście jednostronne uczucie…), których tak bardzo lubię (nawet jeśli część z nich nie pamięta mojego nazwiska) i szanuję. To jest jednak niesamowite w tym instytucie, ta atmosfera. Chociaż niektórzy usilnie jej do siebie nie dopuszczają, ale to już ich problem. Kiedy rozmawiam ze znajomymi z innych kierunków zawsze uderza mnie to o czym opowiadają – a to, że po raz trzeci coś zaliczają, bo „pan od statystyki” się na nich uwziął, a to, że nie mają ani jednego sympatycznego wykładowcy, że zajęcia są dla nich męką, przedmioty są potwornie nudne i bezsensowne etc. Wszystko to wydaje mi się mocno abstrakcyjne. Jasne, u nas też bywają nudne zajęcia. Niektórzy (haha) miewają problemy z zaliczeniami. Ale wszystko to odbywa się w atmosferze… dobrowolności i porozumienia. Nikt tu nikogo nie zamierza zmuszać, przecież to jest przywilej studiować za darmo w takim instytucie, z taką kadrą, o takich poglądach na rzeczywistość, edukację, kulturę... 

oto dyrektor i ten pan, który nie pamiętam kim jest, ale jeśli to jakaś ważna funkcja to dobrze, bo zrobił bardzo dobre wrażenie; Iwonę Kurz wyciąłem z tego zdjęcia, bo nie lubi być na zdjęciach, a ja nie lubię jej podpadać :)

Nowy dyrektor wygłosił podnoszącą na duchu mowę o relacji nauka-rynek pracy, a jakiś pan w imieniu dziekana (chyba) o tym, jak bardzo zazdrości studentom pierwszego roku tego kierunku – używając zresztą szeregu argumentów i uświadamiając zapewne większości zgromadzonych na sali ex-licealistów, w jakim miejscu się znaleźli. Najbardziej podobał mi się fragment o tym jak przed laty składał papiery, żeby dostać się na animację kultury – a przyjmowała je „już wtedy owiana legendą Iwona Kurz, wtedy w stopniu magistra”. Szkoda, że nie rozwinął tego wątku. Na koniec niejaki Wojciech Michera wygłosił wykład o Odyseuszu jako figurze teoretycznej – mocno lawirując, ucinając nagle wiele wątków („bo, żeby przedstawić rzecz po łebkach potrzebowałby na to semestru wykładu”), robiąc performance z tekstem na swoim t-shircie (z pierwszymi słowami Odysei „w oryginale”). Całość jednak, po złożeniu tych wszystkich wątków, była ciekawa i prezentująca możliwe podejścia badawcze w humanistyce. Chociaż czy zrozumiała dla I roku – trudno powiedzieć… Ale mniejsza z tym, skosztowali tego, co czeka ich przez najbliższe lata.


 Matko, co za pean mi tu wychodzi, chyba naprawdę mi smutno, że jeszcze tylko rok tych studiów przede mną…

wtorek, 4 września 2012

WIADOMOŚCI LITERACKIE prawie dla wszystkich

Książka Małgorzaty Szpakowskiej to monografia „Wiadomości Literackich", ukazujących się w latach 1924 -1939. Autorka analizuje zawartość kolejnych numerów pisma według klucza tematycznego, uzupełniając swój wywód materiałami z innych źródeł - wspomnień, listów oraz opracowań naukowych. Poruszane są kolejne aspekty istnienia tygodnika, od spraw technicznych, przez sylwetki redaktora i autorów, do zagadnień literackich. Prezentowane są również poglądy redakcji na zagadnienia społeczne i polityczne, których pojawienie się na łamach, mimo iż pierwotnie wykraczające poza program pisma, było podyktowane zmieniającą się sytuacją polityczną.
Rozważania Małgorzaty Szpakowskiej mają charakter autorski, czasem na granicy subiektywizmu, i zachwycają ostrością widzenia i erudycją. Jest to szczególnie cenne, gdy mowa o silnym ośrodku intelektualnym i kulturalnym - „Wiadomości" wydają się jednym z najbardziej znaczących głosów w ideowym chaosie międzywojnia. Manifestacyjna niezależność sądów i otwarcie na nowe prądy prowokowały do wielu ataków. Szpakowska pokazuje, jak samozwańczy heretyk na ambonie Słonimski, zaciekły reformator Boy i domniemany anarchista Tuwim odpierają oskarżenia o szarganie narodowych świętości, bezbożność, pornografię i grafomanię. Lektura tej książki uświadamia, że twórcy pisma, nigdy nie dając umrzeć nadziei na nowoczesność, chcieli być i byli reformatorami swojej ojczyzny.

http://www.wab.com.pl/?ECProduct=1423&v=_tw

poniedziałek, 4 czerwca 2012

labirynty PANu

M. miała dziś obronę doktoratu. O 13, w sali 144 Polskiej Akademii Nauk. Od kilku dni wahałem się czy się na nią wybrać, bo sama myśl o takiej ceremonii powoduje we mnie ściśnięcie gardła. Podobnie stresuję się na przykład kiedy do radia dzwoni jakiś matoł i prowadzący audycję postawiony jest w trudnej sytuacji – jakoś się z nim wtedy utożsamiam i bardzo się denerwuję. A przecież w komisji albo, co bardziej prawdopodobne, na sali (obrony są przecież publiczne) statystycznie na pewno jakiś bardziej lub mniej matołowaty osobnik zawsze się znajdzie. Niemniej postanowiłem – wbrew regule, że nie ma półśrodków – pojechać tam i pogratulować M. już po wszystkim.
W PANie byłem dosłownie kilka razy… Z sześć czy siedem. Zwykle spotykam się w tamtejszej kawiarni z promotorem na omawianie projektu magisterki. Do kawiarni umiem trafić, droga jest prosta – wchodzi się do budynku, mija po prawej księgarnię, wsiada do windy, naciska guzik z cyferką 3 i jest się na miejscu. Kiedy natomiast idę do PANu w innej sprawie, w inne miejsce, jak np. dziś, czuję się jak w labiryncie. Ciekaw jestem czy pracownicy naukowi tej zacnej instytucji przechodzą jakieś szkolenie z orientacji w terenie, albo czy dostają chociaż jakiś plan budynku… Znając jednak inną opinię o PANie, mianowicie taką, że nie ma on w ogóle pieniędzy (co łatwo zauważyć choćby po wyposażeniu wnętrz: stare komputery [naprawdę stare, sprzed 15 lat], rozpadające się krzesła etc.) jest to mało prawdopodobne. Ale dość tych bredni, wracam do opowieści: po jakichś 15-20 minutach błądzenia dotarłem na trzecie piętro, do kawiarni, mając nadzieję, że a nuż zobaczę tam jakąś znajomą twarz, która podpowie mi którędy iść. Nic z tego. 


Wsiadłem więc zrezygnowany do windy gotów zacząć poszukiwania od nowa, kiedy nagle „dosiadła” się jakaś pani w pomarańczowym żakieciku (nie jestem pewien co to żakiecik, ale zakładam, że to właśnie to). Spytałem czy wie gdzie jest sala 144. Odpowiedziała, że wie i mnie tam zaprowadzi. Weszliśmy w jeden korytarz, drugi, trzeci… Po drodze powiedziała z sarkazmem, że „Imię Róży to chce się czytać, a zrozumieć bardzo logiczny rozkład tego budynku to już nie bardzo!”. Sądzę, że przy całej swej skomplikowanej złożoności arcydzieło Eco jest w porównaniu do labiryntów PANu dziecinnie proste. Tak czy siak dotarliśmy w końcu pod salę 144 imienia Adama Mickiewicza. 


Podsłuchiwałem pod drzwiami jakieś 15 minut, po czym obrona dobiegła końca i wszyscy, prócz komisji, która musiała naradzić się nad „werdyktem”, na chwilę wyszli z sali. Rozmowy, gratulacje, nerwy. Drzwi otwierają się ponownie, wszyscy – tym razem i ja – wchodzą do środka. Komisja jednogłośnie przyznaje tytuł doktorski a pracę poleci do publikacji. Owacje na stojąco – dla M. i dla promotora, prof. Głowińskiego, który zabiera głos i mówi, że „sytuacja egzystencjalna promotora jest dobra wtedy, kiedy ma mało do roboty, a tak było w tym przypadku”.
Wszystko się zatem udało: M. się obroniła, ja uniknąłem stresu (chociaż nie do końca, moment oficjalnych gratulacji od komisji był trudny!) a cała przygoda skończyła się… w kawiarni na trzecim piętrze, na pysznym poczęstunku.


wtorek, 29 maja 2012

Bauman: Bezrobocie młodych - prekariat wita pokolenie Y

"W artykule Nathalie Brafman Génération Y: du concept marketing à la réalité, opublikowanym na łamach „Le Monde” 19 maja, tzw. pokolenie Y zostaje określone jako „bardziej indywidualistyczne i mniej posłuszne wobec przełożonych, ale przede wszystkim bardziej niepewne swej sytuacji”, jeśli porównać je z poprzedzającymi je pokoleniami baby boomers czy pokoleniem X".

więcej:

niedziela, 27 maja 2012

Susan Sontag, Przeciw interpretacji i inne eseje


Po raz pierwszy po polsku zbiór głośnych esejów amerykańskiej intelektualistki. Opublikowany w 1966 roku, szybko stał się pozycją klasyczną i wywarł wielki wpływ na myślenie o współczesnej sztuce i kulturze. Sontag w oryginalny, a niekiedy i prowokacyjny jak na tamte czasy sposób pisze m.in. o twórczości Sartre’a, Ionesco i Lévi-Strausse’a, analizuje filmy Godarda i Bressona, podejmuje temat wyobrażenia katastrofy w filmach science fiction czy też zagadnienia współczesnej myśli religijnej. W tomie znalazły się najbardziej znane teksty Sontag – esej tytułowy oraz Zapiski o kampie, dowodzące jej niezwykłej wrażliwości na nowe zjawiska w kulturze. 


Jak zaznacza we wstępie sama autorka, wartością tych tekstów jest nie tyle krytyka poszczególnych dzieł, co istotność poruszanych problemów. Sontag pisze przenikliwie i z żarem, dając dowód na to, że – cytując zakończenie tytułowego eseju – „nie potrzebujemy hermeneutyki, ale erotyki sztuki”.

środa, 23 maja 2012

Co dalej z Paktem dla kultury?


"Mija rok od podpisania "Paktu dla kultury", w którym władza publiczna zobowiązała się do realizacji postulatów dotyczących finansowania i organizowania życia kulturalnego. Ile z jego postanowień udało się zrealizować? Na co jeszcze poczekamy? - Rozmowa z prof. Andrzejem Mencwelem".



czwartek, 17 maja 2012

Stalowa zaraz po wojnie w relacji mówionej

klikamy na "przeszukaj zbiory"
wpisujemy nazwisko Drachnal
klikamy na "posłuchaj"
i wybieramy fragment 3 

dziękuję Ani J. za cynk!